Duma i wściekłość

Tytuł tego wpisu to zarazem tytuł książki genialnej włoskiej pisarki Oriany Fallaci – tej samej, która nie mogła wyjść z podziwu, że taki pijaczyna jak Jelcyn rządzi imperium radzieckim, a taki prostak jak Wałęsa stał się symbolem walki z komunizmem w Europie wschodniej. Bolesław Gadatliwy jakoś niechętnie wspomina epizod z piękną Włoszką, czemu nie ma się co dziwić, gdyż Oriana była jedną z pierwszych osób, uznanych autorytetów, mających odwagę nie paść na kolana przed skromnym elektrykiem.

Duma i wściekłość, czyli futbol legionistów.

Wśród wielu dyscyplin sportowych tę uznaje się za “most brutal”. Zasady są proste. Mamy piłkę i musimy wrzucić ją za barierkę po stronie naszych przeciwników, ale w sumie nie to jest najważniejsze. Jest nas po 27 chłopa w każdej z dwóch drużyn. Boisko ma 80 na 40 metrów. Mecz trwa 50 minut. Podstawowa zasada to brak jakichkolwiek zasad. Nie wolno atakować zawodnika bez piłki? Co za przesądy! Uderzenie łokciem w twarz to pełnoprawna zagrywka taktyczna, a dobry kop z półobrotu na łeb przeciwnika, prawdopodobnie uzyska owacje porównywalne do “okienka” z przewrotki na futbolowej arenie. Duszenie? Duś dziada ile wlezie! Stójka, parter, pięści, głowa – nieważne jak to zrobisz. Rób tak, żeby było zrobione.

Jednym słowem: harpastum – protoplasta rugby, piłki nożnej i MMA. Legenda głosi, że w ten sposób zabawiali się rzymscy legioniści. Wcale bym się nie zdziwił. Bitwa to bitwa. Gdyby kogoś zainteresował temat, to można jeszcze znaleźć w sieci film dokumentalny “Florence Fight Club”. Dodam, że mamy również polski akcent w całej sprawie, gdyż nasi rodacy – chyba z Poznania – gdy poznali zasady tego pięknego sportu, podjęli próbę zorganizowania czegoś na kształt ligi. Zarobić na ustawkach? Nowy sport narodowy? Osobiście wolałbym to niż ganianie za kopaną 11 gwiazdeczek, które mają tylko dwie aspiracje: zostać zauważonymi i nie zepsuć sobie fryzury. Drugi aspekt: kiedyś w polskich szkołach, naprawdę dawno, dawno temu były walki na kije, tzw. palcaty. Małolaci fechtowali na kije. Była adrenalina, była zręczność i wytrzymałość. No i przede wszystkim była zabawa. Siniaki zdobyte w trakcie dobrej zabawy nie bolą. Wprawdzie wybite zęby nie odrastają, ale przecież nikt nie mówił, że możesz sobie pozwolić na luksus bycia nieuważnym.

Czasy się zmieniły. Włoska piłka to obecnie raczej synonim futbolu technicznego i za sprawą tejże techniki niezwykle skutecznego. Italia szaleje na punkcie piłki nożnej, ale Calcio Storico to święto Florencji. Angole daliby się posiekać za futbol, ale gracze w rugby też mają respekt. W Rosji – która raczej nie należy do kręgu kultury futbolu, ale za to pogadajcie z nimi o podnoszeniu ciężarów, zapasach i judo – wraca kultura ustawek “stienka na stienku”, czyli grupowych bijatyk pomiędzy wsiami/osiedlami, po których następuje wspólna biba, śmiechy i śpiew przez świeżo wybite zęby. Alternatywna podziemna kultura fizyczna? Czyżby chłopcy nie odnajdywali się w sfeminizowanym systemie edukacji, który za cel istnienia postawił sobie wypranie świata z testosteronu? Drogie panie nauczycielki: my się tacy rodzimy i nas nie można przeprogramować. Można nas ogłupić, popchnąć w łapy zniewieścienia, zainteresować wizażem, przestraszyć obrócić przeciwko tradycyjnym wartościom, ale nie da się nas oduczyć rywalizacji. Niestety spośród dostępnych technik wywierania wpływu dzisiejsze instytucje edukacyjne wybierają kulturową kastrację społeczeństwa zachodniego, przy jednoczesnym zasilaniu jej żywiołem zaprawionym w twardym życiu, którego mentalność kształtowała się w surowych warunkach najpodlejszych z podłych dzielnic.

Włosi to umieli. Zamienili męskie poszukiwania adrenaliny w sport i lokalną tradycję. Dorobili do tego oprawę i zamiast obstawiać oddziałami prewencji teren potencjalnej konfrontacji, pilnują by publiczność dobrze się zachowywała. Finały w czerwcu. Jedziemy?

http://www.calciostoricofiorentino.it